1945 roku, wiadomość o kapitulacji armii japońskiej rozprzestrzeniła się po Pekinie, a Czerwone Mury i Kryształowy Dach Zakazanego Miasta stały nietknięte w mieście. Niektórzy twierdzili, że to z powodu tego, że armia japońska "ma kulturę, szanuje cywilizację", nie mogąc się do tego posunąć. Słysząc to, stary mieszkaniec Zakazanego Miasta, Liang Jingsheng, wydał zimny śmiech, a łzy jednak wylewały się: czyż istnieje litość złodziei? Całkowitość tego pałacu to wynik 143 pracowników, którzy poświęcili swoje życie, aby go chronić, a także 13427 skrzyń skarbów narodowych, które przez 14 lat błąkały się w cierpieniu.

Czas mija, a Czerwone Mury Zakazanego Miasta wciąż wznoszą się majestatycznie, Kryształowy Dach lśni w słońcu, ale w pamięci Liang Jingsheng'a, to miejsce było kiedyś spowite cieniem, każda cal ziemi kryje w sobie dramatyczne trwanie. To trwanie zaczęło się już przed wybuchem pełnoskalowej wojny.

Ogień incydentu 18 września sprawił, że ówczesny dyrektor Muzeum Zakazanego Miasta, Yi Peiji, bystro zauważył, że niebezpieczeństwo zbliża się. Ten uczony, który nie był ani wojskowym, ani politykiem, był jednak nieugięty w kwestii ochrony zabytków. Wiedział doskonale, że każdy przedmiot w Zakazanym Mieście to korzeń narodu, który absolutnie nie może wpaść w ręce japońskich najeźdźców. W lutym 1933 roku w Pekinie, w nocy temperatura spadła gwałtownie poniżej zera, w bramie Shenwu panowała cisza, jedynie blask latarni delikatnie migotał. Setki robotników i pracowników Zakazanego Miasta wstrzymali oddech, ostrożnie pakując zabytki do ciężarówek, dźwięk kół wózków w ciszy był wyjątkowo wyraźny, nikt nie odważył się powiedzieć ani słowa, obawiając się zakłócić tę migrację, która ścigała czas.

Młody wówczas Na Zhiliang był odpowiedzialny za kierowanie na miejscu, później wspominał, że tej nocy serce wciąż mu biło mocno, nie mógł sobie pozwolić na najmniejsze niedopatrzenie w każdym etapie. Ta migracja zabytków była znacznie trudniejsza, niż można sobie wyobrazić. Jak spakować, aby wytrzymać długą podróż? Którą trasę wybrać, aby uniknąć ryzyka? Gdzie powinien być cel? Nie było żadnych gotowych doświadczeń do naśladowania. Aby zapewnić bezpieczeństwo zabytków, ludzie z Zakazanego Miasta wielokrotnie testowali metody pakowania, a nawet rzucali zapakowane porcelanowe naczynia z murów miejskich, aby przetestować ich trwałość, dopóki nie upewnili się, że jest całkowicie bezpieczne, zanim odważyli się na oficjalny transport. Te pozornie niezdarne szczegóły zbudowały pierwszą barierę bezpieczeństwa dla zabytków w następnych ponad dziesięciu latach zawirowań.

Wybuch incydentu 7 lipca 1937 roku spowodował nagły zwrot sytuacji. Zabytki, które miały być przewiezione do Nankinu, nie zostały jeszcze odpowiednio zabezpieczone, a zmuszone zostały do ponownego podziału i przeniesienia w kierunku tylnych linii. Każde imię na liście osób eskortujących to był dobrowolny wybór, wszyscy wiedzieli, że ta podróż to gra o życie. Po drodze pociągi były bombardowane, drogi zamykane, a statki utknęły, a niespodziewane sytuacje następowały jedna po drugiej. Przemierzając Qinling, pojazdy ślizgały się na zaśnieżonej drodze górskiej, a przed nimi była głęboka przepaść, Na Zhiliang trzymał się mocno obok pojazdu, w jego umyśle był tylko jeden myśl: skrzynie z zabytkami absolutnie nie mogą zostać zgubione.

W tym samym czasie Liang Jingsheng i inni pozostali w Zakazanym Mieście również znaleźli się w beznadziejnej sytuacji. Po zajęciu pałacu przez armię japońską, w imię "zarządzania" rozpoczęto spis i rejestrację, w rzeczywistości czyhając na każdy z zabytków, a ich drapieżne zęby ukryte były w cieniu. Liang Jingsheng prowadził swoich współpracowników w trudnych negocjacjach: potajemnie przenosili cenne miedziane naczynia do opuszczonych studni, sprytnie ukrywając ważne dokumenty w zwykłych stosach książek. Każde stawienie czoła inspekcji japońskiej armii było walką na życie i śmierć. Niektórzy namawiali ich do ustąpienia, aby uniknąć nieszczęścia, ale Liang Jingsheng wiedział, że ustąpienie o krok to nieodwracalne zło, korzeń narodu nie może zniknąć z ich rąk.

Niewiele osób wie, że Zakazane Miasto nie zostało spalone nie z powodu łaskawości armii japońskiej. Najeźdźcy jedynie chcieli traktować ten pałac jako polityczny symbol "legitymacji rządów", a jednocześnie obawiali się międzynarodowej krytyki. A to, co naprawdę uratowało zabytki, to grupa zwykłych ludzi z Zakazanego Miasta, którzy stanęli na wysokości zadania. W trakcie migracji niektórzy z powodu długotrwałego niedożywienia stawali się wychudzeni, niektórzy z powodu nadmiernego zmęczenia zapadli na poważne choroby, a inni na zawsze padli na drodze ochrony zabytków, nie doczekawszy się dnia, w którym skarby narodowe wrócą bezpiecznie.

Później niektórzy nazwali tę historię "cudem", ale Liang Jingsheng się z tym nie zgadza. Powód, dla którego 13427 skrzyń zabytków mogło przetrwać 14 lat tułaczki i wrócić bezpiecznie, nigdy nie był związany z łagodnością najeźdźców, ale z tym, że w najciemniejszych i najniebezpieczniejszych chwilach zawsze było wielu Chińczyków wybierających wytrwałość, nigdy się nie poddając.

Dziś, gdy spacerujemy po Zakazanym Mieście, odczuwamy spokój i ciężar historii, trudno sobie wyobrazić napięcia, trudności i wybory życia i śmierci, które miały miejsce tutaj w tamtych czasach. Ale te lata przepełnione krwią i łzami nigdy nie odeszły; są wyryte w pożółkłych dokumentach, osadzone w strukturze każdego zabytku, a także zapamiętane w przekazie pokoleń ludzi z Zakazanego Miasta. Zakazane Miasto przetrwało do dziś nie tylko dzięki doskonałemu zachowaniu budowli, ale także dzięki odpowiedzialności i zaangażowaniu ludzi, którzy zinterpretowali przetrwanie kultury narodowej jako ważniejsze niż własne życie.