Z przepustowością wiecznie mamy wojnę, szczególnie tam, gdzie internet jest cienki jak nitka.
Walrus w tym przypadku naprawdę ratuje. Nie próbuje przesłać całego pliku jednym ciężkim kawałkiem przez twój biedny kanał. Zamiast tego dzieli go na mnóstwo małych kawałków i ciągnie je jednocześnie z dziesiątek, a nawet setek różnych miejsc.
Wygląda to mniej więcej jak stare dobre torrenty na steroidach, tylko z jedną ogromną różnicą, tutaj nie modlisz się, aby nikt nie wyłączył komputera i nie poszedł spać. Plik nie znika, ponieważ system sam trzyma wszystko przy życiu i dostępnym.
Krótko mówiąc — kiedy masz internet jak w 2007 roku na działce w wiosce, Walrus czuje się prawie jak kod oszustwa.@Walrus 🦭/acc #walrus $WAL

